(iskierka, promyczek i bardzo dzielna istotka)
Na imię miałam Gobi, od piwa mongolskiego i od fal na piachu pustyni, gdyż byłam cudnej urody klasycznie pręgowaną kotką, która zdążyła wszystkich zauroczyc i rozkochac w sobie. Żyłam króciutko,bo tylko dziesięc dni, ale wiem doskonale, że pozostawiłam po sobie ogromny ból i smutek, który jest wyrazem miłości, którą byłam otoczona. Miałam zostac z Państwem i zostałam na zawsze...
Od początku wiedziałam, że zostanę w domu narodzin, bo Państwo tak zadecydowali. Starałam się więc sprostac Ich wymaganiom, rosnąc zdrowo i ciesząc Ich każdą chwilą mojego życia. Uwielbiałam wszystko to, co kociaki w moim wieku: ciepło mamy i siostry, mleczko i dotyk ludzkiej ręki. Od samego początku miałam też wyraźny charakterek, który manifestowałam w chwilach niezadowolenia... Wydawało się, że moje i mojego Państwa marzenia spełnią się i będę długie lata cieszyc się życiem w wymarzonym domku... Los jednak był okrutny - któregoś dnia zaczęłam słabnąc... Przez cztery dni, wspólnie: ja i moi Państwo walczyliśmy z nieznaną chorobą. Niestety, nie udało się... Czwartego czerwca wieczorem pożegnałam mój dom, moją mamę i siostrę, Państwa, i przesłam przez Tęczowy Most na drugą stronę... Bezobjawowe zachłystowe zapalenie płuc, którego nabawiłam się w trakcie porodu przerwało przyjaźń, która miała trwac długie lata... Myślę jednak, że spełniłam Państwa oczekiwania pozostając z Nimi na zawsze: w Ich sercach...
Pamięc o mnie przetrwa lata i zawsze będę częścią Ich życia, dokładnie tak, jak tego pragnęli. Jak dobry aniołek z góry będę się Nimi opiekowac, tak jak Oni za życia opiakowali się mną